Ryan EngKilka dni temu przyłapano na pokładzie samolotu Nigeryjczyka, który próbował zdetonować ładunek wybuchowy. Nie minęło dużo czasu i znów doszło do kolejnego incydentu.

Pasażerowie feralnego lotu do Detroit nie zapomną go zapewne do końca życia. Na pokładzie Northwest Airlines, wśród niemal 280-ciu pasażerów znajdował się Nigeryjczyk, któremu udało się wnieść na pokład ładunek wybuchowy. Tylko dzięki sprawnemu działaniu służb bezpieczeństwa nie doszło do detonacji bomby. Pasażer został aresztowany. Dziś wiadomo, że mógł działać na zlecenie Al-Kaidy, która już wcześniej groziła, że to nie koniec zamachów w Stanach Zjednoczonych. Całe szczęście, że służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo pasażerów natychmiast zareagowały.

W tym samym dniu prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama zalecił zwiększyć czujność na amerykańskich lotniskach i w samolotach lecących do USA. Dyrektywa została natychmiast wprowadzona w życie. Pasażerowie odczują ją dotkliwie, bo przez wzmożone środki bezpieczeństwa ich odprawa może znacznie się wydłużyć. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie kolejny incydent w tych samych liniach lotniczych.

Nie minęły trzy dni, kiedy ponownie w Northwest Airlines powiało grozą. Jeden z pasażerów, również Nigeryjczyk, zaczął dziwnie zachowywać się na pokładzie samolotu lecącego do USA. Kiedy próbowano mu pomóc, ten zamknął się w „podniebnej” toalecie, na pokładzie samolotu. Ktoś może pomyśleć, że nie byłoby w tym nic dziwnego – ktoś źle zniósł rozłąkę z ziemią, poczuł się niedobrze i zamknął się w toalecie, by dojść do siebie. Ale wszystko działo się na pokładzie tego samego samolotu, który wcześniej mógł zostać wysadzony w powietrze. Zbieg okoliczności? Jedno jest pewne: pasażerowie boją się latać tymi liniami. Ciekawe, czy za kilka dni znów dojdzie do kolejnego incydentu z Nigeryjczykiem na pokładzie. Złośliwi mówią – do trzech razy sztuka. Oby się mylili.

Jacek Górszczyk

Dodaj ocenę:
(Brak ocen)
Loading ... Loading ...